Rishikeshostatnia nadzieja na mile spedzenie czasu w Indiach z dala od sierot i bezdomnych...
Po chwilowym zalamaniu odnalazlem miejsc w ktorym z dala od "synonimow" Indii spedze reszte czasu az do wylotu.
Niestety nie ma sie co oszukiwac, obskurne hotele, zebracy, sieroty krzyczace "ten rupis" gowna plynace w rynsztoku i nie tylkooraz wiele wiele innych to nie sa klmaty o ktorych mozna powiedziec krotko "fajne" !
bo fajne nie sa i nie beda.
Wyladowanie w Delhi i kazdy klejny dzien w Indyjskich miastach jasno uzmyslawia nam europejczykom ze nie jest to nasze naturalne srodowisko.
Kupy na ulicy nie sa nam bliskie i ostatnie systemy kanalizacyjne zblizone do tych w Indiach zlikwidowano w europie jak sadze przed II wojna swiatowa... :)
Dlatego zanim sie tutaj wybierzecie wezcie poprawke na to ze szok kulturowy moze wam skutecznie zaklocic obior pozostalych wrazen. W ogole wszystkiego tutaj jest w nadmiarze a wrazenia wdzieraja sie do mozgu kazdym dostepnym kanalem. haha
wszystko jest zbyt pachnace albo zbyt smierdzace, ludzi jest zbyt duzo albo ich nie ma wcale, jedzenie jest paskudne i zbyt ostre w dodatku okraszone sakichana MASALA
ta kombinacja przypraw smakuje do perwszego pawia... potem juz nie chce sie nawet slyszec slowa masala.
Moj paw byl pierwszy ale wkrotce okazalo sie ze pawie dopadly kolejno cala nasza szostke. teraz juz nikt nie pije masala-tea,ani potraw z masala.
Doceniamy fakt posiadania w pokoju palnika gazowego, dzieki niemu od dwoch dni jemy NORMALNE obiady a nie paskudztwa Hinduskiej kuchni. sorry za te dosadnosc
Trzeba tu spdzic okolo 3 tyg by utwierdzic sie w przekonaniu ze Indie nie sa dla kazdego. Z naszej szostki wszyscy wyszli niemal obranna reka, ale prawdopodobienstwo ze tak wlasnie bedzie bylo dazoce ku zeru. Faktycznie, kazdy kto tu wyjechal zasluguje w swoim otoczeniu na hardcorowca - to fakt.
Kiedy umysl jst bombardowany tysiacem wrazen trudno napawac sie mistycyzmem miejsc i religijnoscia mieszkancow. wiele zreszta z tych historyjek jest albo wyssana z palca albo sie dawno temu zdezaktualizowala. Hindusi z pewnascia sa bardziej religijni niz polacy i ich wiara jest mniej zaklamana [IMHO]
ale nie myslcie ze kady napotkany sathu to autentyczny mistyk i asceta. Czesto sa to po protu naciagacze, ludzie ktorzy ze swojego stylu zycia uczynili sposob nazarobkowanie.tak samo jak podobno bezdomne dzieci ktore sepia na uicy kase od naiwniakow z kontynentu.... te dzieci maja dom, matki i ojcow, ktorzy posylaja je na ulice zeby skolowaly troche kasy . takie sa fakty.
Ale po tym wiadrze dziegciu dodam, ze nie zaluje. Wycieczka do dalekich [nie tylko geograficznie] Indii to tak naprawde wyprawa w glab siebie, wyprwa do swoich korzeni i proba okreslenia swojego miejsca w cyrku zwanym "zyciem".
Nagle nabiera sie dystansu do wielu spraw, do pogonii za kasa i splendorem.
Okazuje sie ze 6 tys km dalej jest kraj w ktorym dzieci wyprozniaja sie na ulicy do rynsztoka, gdzie na ulicy sie je, spi, robi kupe, sprzedaje napoje i produkty malej gastronomi. ze jest kraj gdzie obok siebie zyja mlodzi wyksztalceni Hindusi w jeansach i z komorkami w reku reka w reke z istotami nie z tej epoki ;)
W ogole w Indiach panuje niepojeta moda na komorki. Nie widzialem nigdy nigdzie tylku komorek.Hindusi maja super taryfy i gadaja jak nakrecenie,dzwonia , gadaja, wysylaja sobie smsy i melodyjki przez "blututa".
Nawet ci z pozoru ubodzy siedzac w autobusie non stop wysylaja sobie nowe dzwonki blututem i wymieniaja sie zdjeciami z boolywood :))))
kraj szoku !
a co z naszym Rishikesh ?Mala dygresja stala sie niemal tematem przewodnim tego odcinka, a przeciez mialo byc o pieknym miasteczko ktore podobno odkryli dawno temu Beatlesi....
Jest to swiatowe centrum jogi. Na ulicach dziesiatki nawiedzonych 40-50 latek z Europy,USA i innych stron mira....
kazda ubrana jak Mugolska ksiezniczka w "sindbady" z baaru, na ramieniu karimata, na czole czerwona kropka, prawie jak Hindusi.... prawie [reklama zywca]
dzis widzialem na ulicy kola niczym chuck norris, zarosniety jak borsuk, nagi tors, wymalowany jak tubylec, dzikie spojrzenie [ciekawe kim sa w swoich ojczyznach kiedy juz wracaja do domu?].
Przedstawiciele zachodniej cywilizacji przyjezdzajacy tu licznie wygladaja jak dziwolagi kiedy przystrajaja sie w ciuszki z indyjskich butikow, panny z dzikim wyrazem w oczach, mlodzi gniewni czytajacy powiesci o mistycyzmie indii, cyrk monty pytona...
do tego Hindusi oferujacy kolejne atrakcje, przewodniki, pamiatki, wycieczki jeepem, rafting, kanioning, slonie i camele.... i robia sie kropowki
cholera, chcialem zachecic was do rishikesh a wyszedl jakis pastisz ;)
to chyba zgubne dzialanie paskudztwa na malarie. Cala grupa ma delikatne stanny odmiennej swiadomosci przez te trucizne ktora ma nas uchronic przed malaria w miejscu gdzie malarii nie ma..
powaznie rozwazam odstawienie tego syfu i powrot do normalnosci
na tym koniec bo pojde z torbami, cala kasa na kafejki, hahaha
Canyoning:...tia
Spuszczanie sie do a raczej z wodospadem to bardzo ciekawe zajecie...hihi
nic w tym droznego gryz mam na mysli sport zwany canyoningiem.
Faceci znudzeni praca w korporacjch jezdza na wakacje we wszystkie strony swiata tylko po to by zazyc nieco adrenaliny. taka to zlosliwa matka natura jest wlasnie.
Kiedys chodzilismy na polowania, podcinalismy sobie gardla w walce o tereny, samice i inne przyjemnosci. Teraz jestesmy skapcialymi panami o coraz mniej meskich zajeciach, gotujemy i pierzemy, nie walczymy na wojnach, nie walczymy o samice, gatunkowa katastrofa....
o wiec 3 samcow i jedna samiczka poszlo sobie razu pewnego na canyoning w Indiach.
Endi z Gosia znalezli Hindusa ktory za skromne 900rupiszczy od lba organizuje takie imprezki w okolicznych gorach.
Punkt 8:30 AM grupa 4 smialkow podeszla pod tourist office tego pana i wraz z nim poszla przez bujany most do jeepa.Jeepem jakies 5 km w gore do stacji posredniej. stamtad "z buta" jakies 20 min ostrego marszu [dostalem sapki jak dziadzius] i jestesmy na miejscu. Pierwszy wodospad to raczej wodospadzik bo taki sie nam wlasnie wydawal z dolu. Po wejsciu na gore okazalo sie jednak ze 20m pionowej sciany nie wyglada juz tak niewinnie jak z dolu ;[ Szybki instruktaz stanowiskowy i pierwszy smialek jedzie w dol na linie. stanowisko dobrze zabezpieczone [3 punkty] liny wygladaja na calkiem nowe, my wbici w pianki wygladamy jak UFO-ludki, nawet malpy pouciekaly na nasz widok. Wszystko szlo ok do czasu kiedy w dol nie pojechala Gosia. Nagle w polowie wysokosci, w miejscu gdzie wodospadzik nieco mocniej sie pienil, obok przyschnietego drzewa Gosia sie zatrzymuje i zaczyna z przerazeniem wolac o pomoc. Okaalo sie ze jej uprzaz nie byla dobrze zamocowana i czesc biodrowa oddzielila sie od reszty. Gosia nie wygladala dobrze, miala jak to sie mowi kolokwialnie "smierc w oczach" i nie na zarty wolala aby ja ktos uratowal.
Nasz Pan instruktor szybko zrzucil druga line i migiem zjechal do Gosi. Wspolnymi silami dotarli w dol do zielonkawego "oczka" w ktore dali nura. Ja tez zjechalem, nie bylo latwo, nogi slizgaly sie na omszalych skalach, nie potrzebnie kombinowalem starajac sie zchodzic w strumieniu wodospadu. Tak sie nie schodzi !
Woda miala taki strumen ze buty slizgaly sie i tracilem rownowage. Od polowy zejscia zorientowalem sie ze takie zejscia robi sie "okrakiem" majac strumien wody miedzy nogami - dokladnie tak hahaha !!!
Na koniec pierwszego treningowego zejscia konsternacja, widze ze do wody daleko a mnie sie konczy lina, Hindi wola z gory "JUPM JUMP !" no to puscilem line i sru..
piekny nur w odmet lodowatej wody i pierwszy zjazd mam zaliczony.
Ciekawa uwaga, pianka jak z filmu SciFi daje calkowity komfort plywania w lodowatej wodzie, czuje sie ze jest zimnawa ale nie lodowata, nie na tyle by paralizowac ruchy [polecam]. Teraz wspinaczka w stroju UFO o jeden poziom wyzej na wodospadzik o wys. jakies 36m !!! 36m to moi drodzy wysokosc przecietnego wysokiego bloku w kazdym z miast w ktorym mieszkacie :[
Kiedy wisi sie na linie [jednej jedynej] nie ubezpieczonej w zaden sposob, nad spienionym odmetem patrzac z gory w dol, uczucie jest wspaniale graniczace z totalnym pierdolcem. My duzi chlopcy lubimy to uczucie hmm... ale juz Gosia nie wygladala na rownie szczesliwa.. nietety jak sama stwierdzila adrenalina nie jest jej potrzebna do zycia. Lina na ktorej sie spuszczalismy dziwnie elastyczna, nieco zbyt sprezysta nie dawala poczucia 100% bezpieczenstwa; do tego kiedy byla mokra stawala sie dziwnie sliska i system dzieki ktoremu bezpiecznie zchodzilismy na suchej linie nie dzialal juz dobrze na mokrej.
Kiedy wiec znalazlem sie tuz nad krawedzia tej sciany mialem wielce mieszane odczucia co do swojej tam obecnosci [glupis Raduncu myslalem]
Ale zeszli wszyscy, Gosia rowniez, za co naleza sie jej gratulacje, nie bylo to ani latwe ani przyjemne dla niej po akcji z asekuracja.
Dalej bylo juz latwiej, nie mielismy na trasie zadnych wysokich scian, raczej zeslisgiwanie sie po krotszych odcinkach albo zjazdy na dupach w dol wartkim alpejskim potokiem. W miejscu gdzie przebywalismy teren przypomina nasze beskidy moze miejscami Karkonosze. Z ta roznica ze rosna kaktusy, las jest suchy jak wior, a na drzewch siedza uparowane malpy patrzace na nas jak na bande poje...ow :))))
Co wiecej? Canyoning fajny jest, polecam kazdemu adrenalinowcowi !!!
Nie polecam natomiast nieco nieodpowiedzialnych Hindusow i sytuacji wykraczajacych poza z gory zalozony scenariusz.Gdyby nie to jest to kolejna wspaniala przygota i ciekawy sport bedacy polaczeniem wspinaczki,alpinizmu i plywania w zimnych potokach.
I'm alive :)