Przenieslismy sie nieco dalej na polnoc Indii do Hardiwar
Poniewaz po odjeciu "I" i dodaniu na konicu "E" to miasto najbardziej przypomina nam swojskie Hardware :))) tak wlasnie zwyklismy o nim mowic
Wczoraj panowalo tutaj fantastyczne swieto kolorow. Swieto po raz kolejny przypomnialo mi ze nasze obyczaje i tradycja nie koniecznie sa oderwane od Indyjskich korzeni i byc moze nie jest wcale takie nieprawdopodobne ze szanowny Jezus z Nazaretu bywal w Indiach nim rozpoczal dzialalnosc na terenie Jerozolimy i okolicy....
Swieto kolorow to nic innego jak nasz lany poniedzialek, z ta roznica ze leje sie kolorowa woda albo obsypuje "przeciwnika" kolrowym proszkiem.
Cale rodziny lokuja sie od rana na dachach domow i tocza regularne wojny z sasiadami.
My tez przylaczylismy sie do obozu naszych gospodarzy hotelowych.
zakupilismy farbki i baloniki ktore zamienialismy w kolrowe bomby wypelnione barwna mazia.
zabawa przednia, wszyscy umorusani jak dzieci, ubawieni jak dzieci.
Pierwszy naprawde bezapelacyjnie udany dzien w indiach.
Frajda jak 30 lat wczesniej w dyngusa. polecam
Hardiwar lezy na szlaku pielgrzymek Hindusow z calych Indii. Jest typowym swietym miastem.Dlatego trudno tu w takie swiato jak holly colors znalezc dobry hotel [a hoteli jest tutaj wiecej niz w Delhi]. Przez Hardiar przeplywa Ganges ale w swoim poczatkowym biegu. Mozna wiec bez obaw zanuzyc w nim nogi bez leku ze odpadna :)))
Wzdluz rzeki zbudowano specjalna odnoge ktora jest plytsza i bezpieczna dla tysiecy pielgrzymow. Tam wlasnie popoludniem przezylismy kulturowy szok.bylismy jedynymi bialymi w miescie w ktorym nie czesto sie widuje biale twarze. Wiec role sie odwrocily i to my czulismy sie jak malpki w zoo. Hindusi radosnie pokazywali na nas palcami, prosili o fotke kazdego z nas i wysylali dzieci by podaly nam reke na powitanie.Ubaw po pachy !
Powazna zaleta tego stanu jest taka ze w miescie w ktorym nie bywaja biali nie ma typowych zachowan znanych nam z delhi czy Jodhpuru, a wiec cwaniactwa, zawyzania cen etc,
Dominuje ciekawosc i szok z widoku Gringo w miescie, haha
Wieczorem zalapalismy sie na druga czesc swiat. tym razem nad Gangesem.Kilkanascie a moze kilkadziesiat tys. ludzi zgromadzonych na brzegu, spiew i modlitwa[ skladaja rece do modlitwy identycznie jak chrzescijania] modlitwa przypomina nasze Boze Cialo [kolejna analogia?]
Latwo mieszamy sie w tlumie gdyz nie budzimy ich niepokoju, raczej zaskoczenie zmieszane z zadowoleniem ze chcemy uczestniczyc w ich swietach.
w pewnym momencie wartkim nurtem Gangesu zaczynaja plynac plonace miseczki z kwiatami [niczym nasze wianki] z kazda chwila jest ich wiecej az w koncu Ganges swieci sie setkami swiatelek [pieknosci].
Fantastyczne przezycie, jeden z najciekawszych dni w czasie pobytu na subkontynencie.
Co moge powiedziec na podsumowanie?
Nie warto "zwiedzac" indii. Zmarnowalismy 2 tyg. a poczulismy ledwie musniecie tego kraju, w tym czasie kilka dni spedzilismy w pociagu i autobusach. Kazda zmiana miasta to strata czasu i aklimatyzacja od nowa.odradzam !!!
Jesli kiedys tu wroce, wybiore 2, 3 miasta i tam spedze po tygodniu kolejno.
Objazdowka jest bezsensownym traceniem swojego czasu i entuzjasmu ktorego niestety zaczyna brakowac....
Na tym etapie chetnie bym przebookowal bilet i wrocil wczesniej.
Zobaczylem co mialem zobaczyc, nie zdarzy sie juz nic wiecej co mnie moze zaskoczyc, a czas zaczyna sie niebezpiecznie rozciagac.... brrr
Moze to objawy tesknoty za domem?
u was ponoc zimno i snieg, tutaj zaczyna sie lato 30 C i wiecej, robi sie nieznosnie...
za to mamy banany, pomarancze, melony, winogrona, jablka, papaje, rodzynki, orzeszki i many many more....
CU
Elwi i Jacek Radunc, indyjska przygoda
niedziela, 23 marca 2008
Haridwar czyli hardware jak o nim mowimy :)
Etykiety:
fotografia ślubna i podróżnicza,
india,
Indie,
journey,
lovelywedding,
radunc,
street photography
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Lovelywedding fotografia ślubna
blog stanowi część Lovelywedding fotografia ślubna, zapraszam pod adres www.lovelywedding.eu
0 komentarze:
Prześlij komentarz