wszystko co dobre kiedyś się kończy
Tym razem koniec był nieco przedwczesny (następnym razem udam że zaspałem).Przez jedną taką co musiała koniecznie być na uczelni w niedzielę musiałem się ZERWAĆ o 8:30 żeby zdążyć do Katowic na pociąg (odjazd 10:34).Wstałem, a jakże, ale sama zainteresowana miała problem ze zmianą stanu sennego na aktywny :)
Kiedy więc ja po poranej oblucji (nie mylić z polucją) skacząc jak pasikonik popijałem mineralkę, Panna Kasieńka dopieroż otworzyła oczęta. Skoro ja wstałem , wstała też Elwi, a raczej kiwała się na łóżku jak wańka wstańka, że o Goni nie wspomnę... ma-sa-kra! Nieszczęśnie malowało się na twarzach wszystkich zgrupowanych. Niedzielny ranek, nie trzeba nic, jest fajnie, jest ciepło, nikt nie stuka do drzwi a jednak... Ale co tam, każdy ma swoje priorytety, może to nie jest zła postawa dobrze się uczyć, nie mnie osądzać, ja byłem leniem i dryfowałem całe 5 lat ;) Po śniadaniu szybki instruktaż stanowiskowy jak dojechać w 20 min do Katowic. Zgrupowanie oficjalnie dobiegło końca, buzi buzi i już pędzimy naszym brudasem po pięknej sennej obwodnicy.140 na zegarze (wyjaśnienie dla blondynek, tak mówi się na prędkościomierz) a Katowic nie widać. Czas płynie, zegar pokazuje 10:15 a my nadal na obwodnicy. Robię się nerwowy, widzę panów z suszarką po drugiej stronie jezdni, zaraz pewnie zobaczę suszarkę po swojej stronie. Ruch umiarkowany, dwupasmówka jak marzenie tylko gdzie te k... Katowice ?? W końcu są , oto miasto na K. Mkniemy uliczkami, same jednokierunkowe, boszzzzz jedna pomyłka i koniec zabawy myslę no i ... pomyliłem się, a jakże (poskąpiłem na GPS i teraz się mści na mnie skąpstwo rodem z miasta na P). Kiedy już zwątpiłem w powodzenie misji po prawej wyłania się budynek jak z czasów towarzysza Gier... (co za ironia też ślązaka) i to jest właśnie dworzec pkp, yopii!! Na 10 min przed odjazdem wpadamy na parking, pod prąd, nikt nie widzi tylko pan parkingowy. Buzi buzi, do zobaczenia i Kasiunia szczęsliwie odstawiona na pociąg.Uffff no to nie będę musiał jechać do domu przez Wrocław
Wrocław def. (to piękne miasto nad Odrą, paradoksalnie odżyło po powodziach i kiedy się tam bywa widać Bobów Budowniczych na każdym niemal rogu, zapier... ze szpadlami jak robociki, kopareczki jak z bajeczki, cud miód). Ale wizyta akurat dziś była mi wybitnie nie na rękę.
Szczęsliwi, że nasza wycieczka uzyskała status "missioon complete" wydostajemy się z pieknych Katowic na obwodnicę do Łodzi. Jeszcze raz dzieki budowniczym IV RP za tak wiele trafnych rozwiązań komunikacyjnych. Polskie oznaczenia dróg to horror, wydaje Wam się że nie są złe, dopóki choć raz nie przejedziecie się niemiecką autostradą, polecam, ciekawe doświadczenie.
4 godz jazdy z okładem i jestem w domu. Droga leniwa i senna, na trasie ZATRZĘSIENIE suszarek, czy to dzień policjanta ?
w nastepnych odcinkach
- czy Endi jest hipochondrykiem? oraz czy w indiach są robaki które mają metr długości i przechodzą z nogi do oka? jak równiez czy warto jeść proszki na malarię i dlaczego w Nepalu trzeba mieć śpiworek ?a także wiele innych intrygujących tematów niczym legendarne "Świnki w Kosmosie"(roczniki młodsze niż 1979 prawdopodobnie nie wiedzą o czym mówię).
i jeszcze dlaczego na mieszkańca indii nie mówi się Hindus tylko Indus :)
Elwi i Jacek Radunc, indyjska przygoda
wtorek, 15 stycznia 2008
Zgrupowanie przed wyjazdem (15-01-2008)
Etykiety:
fotografia ślubna i podróżnicza,
india,
Indie,
journey,
lovelywedding,
radunc,
street photography
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Lovelywedding fotografia ślubna
blog stanowi część Lovelywedding fotografia ślubna, zapraszam pod adres www.lovelywedding.eu
0 komentarze:
Prześlij komentarz